Ks. kard. Franciszka Macharskiego wspomina ks. bp Jan Szkodoń, wieloletni współpracownik byłego metropolity archidiecezji krakowskiej

„Jezu, ufam Tobie” i Miłosierdzie Boże. Pamiętam, jak ks. kard. Macharski w takim małym gronie biskupów krakowskich podał swoją myśl, plan, żeby na rok 2000 wybudować kościół Miłosierdzia Bożego. Całe życie apostolskie, a i ufam, że całe życie wewnętrzne Księdza Kardynała, to była służba Miłosierdziu Bożemu. A co znaczy: Miłosierdzie Boże? To znaczy, że Bóg jest bliski, że Bóg w Chrystusie za nas umarł na krzyżu, że przebacza, podnosi, ratuje człowieka. I to Miłosierdzie Boże objawiło się w życiu ks. kard. Franciszka Macharskiego. On był niejako przedużeniem miłosiernych rąk Pana Boga. Czynił uczynki miłosierdzia co do duszy i co do ciała. Troszczył się o najbiedniejszych, pogubionych, najbardziej pokrzywdzonych, chorych, umierających. To wszystko ks. kardynał czynił. Widziałem takie obrazy, że kiedy zachorował jakiś ksiądz, Kardynał zostawiał wszystko i jechał do niego. Był ponad zmianami. Nie wpadał w panikę, kiedy wydawało się, że zagrożenie Kościoła jest bardzo wielkie. Nie wpadał też w euforię, kiedy wydawało się, że Kościół już będzie wolny. Miał do tego dystans, a we wszystkim zaufanie miłosiernemu Bogu.

Not. mp