Niedziela Miłosierdzia 2017

Są w Krakowie dwa obrazy Jezusa: łagiewnicki wizerunek Jezusa Miłosiernego i obraz Ecce Homo w sanktuarium św. Brata Alberta. Ten pierwszy, przed którym dziś ze szczególną siłą i ufnością modlimy się o miłosierdzie dla nas i całego świata, przedstawia naszego Pana w przemienionym po zmartwychwstaniu ciele.
Drugi – to zetknięcie z twarzą cierpiącego, ubiczowanego i zhańbionego Króla w cierniowej koronie. To dwa oblicza tej samej tajemnicy, tajemnicy Miłosierdzia Bożego. Na Jezusa Ecce Homo patrzymy wraz z młodym Karolem Wojtyłą, który w dramacie „Brat naszego Boga” stał obok Adama Chmielowskiego i pytał: co oni z Tobą zrobili? Jezus z obrazu łagiewnickiego zaś spogląda na nas dzisiaj i podpowiada jedyne słowa, jakie wobec Jego cierpienia i powstania z martwych winny zrodzić się w ludzkim sercu: Jezu, ufam Tobie!

„Te dwa obrazy są znakiem, że Kraków jest specjalnie przeznaczony do pielęgnowania tajemnicy Miłosierdzia Bożego, do bycia świadkiem tej tajemnicy”. Zwracał na to uwagę, już wiele lat temu, niestrudzony i pokorny pielgrzym łagiewnicki, ks. kardynał Franciszek. Dziś, po niezwykłym, obfitującym w ważne wydarzenia Roku Miłosierdzia, w samym środku trwającego wciąż Roku św. Brata Alberta, widzimy, jak bardzo prorocze okazały się te słowa. Warto wrócić do tej myśli, w pierwszą Niedzielę Miłosierdzia, którą obchodzimy bez ks. Kardynała. W tę niedzielę, która jest wielkim dziękczynieniem za łaski Roku Miłosierdzia i zarazem wezwaniem do miłosierdzia czynnego, uosobionego w życiu i posłudze św. Brata Alberta.

Dwa oblicza tej samej tajemnicy odsłoniły się przed Tomaszem, któremu Jezus pozwolił dotknąć swoich ran, objawiając swoje umęczone, ale przemienione po zmartwychwstaniu ciało. To dotknięcie przebitych rąk i boku Jezusa, i spojrzenie w Jego Boską twarz wyrwało z serca sceptycznego, niedowierzającego ucznia wyznanie: Pan mój i Bóg mój! Wyznanie, którego dalekim echem jest nasze wołanie: Jezu, ufam Tobie!

Nie zapominajmy, że zmartwychwstanie Chrystusa było wstrząsem, radykalnym przewrotem w życiu Jego uczniów i, jak każdy przełom, budziło w nich lęk i niepewność. Nie dziwmy się więc postawie i niedowiarstwu Tomasza. I Jezus to rozumie. Z niezwykłą delikatnością i cierpliwością przypomina uczniom to, co już tyle razy wcześniej wyjaśniał, spotyka się z apostołami i tłumaczy, przekonuje, oswaja ich lęk, otwiera serca na nadzieję. Przychodzi do nich mimo drzwi zamkniętych. Pokonuje ich strach, który rodzi się z bezradności wywołanej doświadczaniem czegoś niespotykanego, niemieszczącego się w ludzkiej logice. Doświadczeniem inności i tajemnicy.

Jakiej przemiany potrzebujemy, by przyjąć i zaakceptować tę inność, która nas niepokoi i zaskakuje? Tę inność, z którą spotykamy się na co dzień, widząc człowieka ubogiego, żebraka, człowieka pokonanego przez nałóg, człowieka niesprawnego fizycznie czy intelektualnie? Jakiej przemiany potrzebujemy, by się z tą innością drugiego człowieka oswoić, by się jej nie bać? Co pomoże nam otworzyć oczy i zobaczyć twarz Jezusa w człowieku, który jest inny niż my, którego wyklucza nasze społeczeństwo, a my sami w pierwszym odruchu odwracamy od niego oczy? Odkrycie, że drugi człowiek jest naszym bratem czy siostrą, że Chrystus oddał za niego życie tak, jak oddał je za mnie, to odkrycie na zawsze przemienia nasze serca, odmienia naszą codzienność i sprawia, że przestajemy przed innym człowiekiem uciekać.

Aby różnice przestały być zagrożeniem, a stały się bogactwem, musimy burzyć mentalne mury, zaufać Jezusowi, który przychodzi mimo pozamykanych drzwi naszych życiowych twierdz bezpieczeństwa. Musimy dotknąć Jego ran, tak licznych w ciałach i duszach naszych sióstr i braci, by naprawdę spotkać się z Nim – odważnie i z nadzieją. Ostatecznie bowiem każdy lęk, również lęk przed innym, lęk przed pogardą i wykluczeniem, przezwycięża doświadczenie miłości Boga, który kocha człowieka takim, jaki jest. Bóg kocha człowieka bez różnic. Nie patrzy na kolor skóry, na sprawność czy niesprawność, na intelektualne zdolności lub ich brak. On kocha nas wszystkich jednakową miłością, a może nawet – śmiem powiedzieć – tych, którzy w naszej ocenie są inni, kocha jeszcze bardziej. Dla Niego każdy człowiek jest ważny.

Jean Vanier, twórca wspólnot osób z upośledzeniami i niepełnosprawnością, które tak często doświadczają niezrozumienia a nawet odrzucenia, powiedział kiedyś, że aby naprawdę zrozumieć człowieka i społeczeństwo, w jakim żyje, trzeba zrozumieć osoby, które z tego społeczeństwa zostały wykluczone. „Słuchajmy wykluczonych – nawoływał - bo oni pokazują to, co najważniejsze w człowieku”. Słuchajmy ubogich i niepełnosprawnych, bo oni pokazują to, co najważniejsze w człowieku. Tak jak wiele lat przed nim czynił to swoim życiem św. Brat Albert, który w bezdomnych, ubogich, chorych i zniewolonych ludziach odkrywał piękno Bożego oblicza. Przezwyciężanie lęku przed innością drugiego człowieka przywraca mu godność i obdarza go radością spotkania z autentyczną miłością. To pierwszy krok do budowania pokoju, który jest darem Zmartwychwstałego i cywilizacji miłosierdzia w podzielonym, nękanym konfliktami i niesprawiedliwością świecie.

W tę Niedzielę Miłosierdzia, kiedy niebo otwiera się szeroko na nasze ufne błagania, w to święto miłości miłosiernej, które po raz pierwszy wpisał do kalendarza naszej archidiecezji 32 lata temu ks. kardynał Franciszek, wróćmy raz jeszcze do jego słów i bądźmy wierni jego wezwaniu: „Idźmy stąd do świata, nie z bronią i przemocą, ale z miłosierną miłością serc i umysłów. Szukajmy sprawiedliwości i prawdy, i pełnijmy dobro, które przygarnia każdego człowieka”. Każdego, bez żadnych wyjątków.