W Nadzwyczajnym Miesiącu Misyjnym w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach gościliśmy o Jacka Gniadka SVD, który wiele lat posługiwał w Afryce. O swojej pracy i kulcie Bożego Miłosierdzia rozmawiała z nim Małgorzata Pabis

Czy kult Bożego Miłosierdzia znany jest w Afryce?

- Tak. Ostatnie sześć lat w Afryce spędziłem na parafii na obrzeżach Lusaki, stolicy Zambii. Kiedy przyszedłem na parafię, jedna ze wspólnot podstawowych miała za swoją patronkę św. Faustynę Kowalską. Obrazki z obrazem Bożego Miłosierdzia widziałem w domach. Przed uroczystością Bożego Miłosierdzia mieliśmy zawsze uroczystą nowennę, podczas której śpiewaliśmy koronkę w języku nyanja. Rok przed moim wyjazdem, zorganizowaliśmy peregrynację obrazu Bożego Miłosierdzia, który odwiedził wszystkie rodziny w naszej parafii. Koronka do Bożego Miłosierdzia jest bardzo popularną modlitwą wśród Zambijczyków.

Przeżywamy w Kościele Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny. Jego hasło to "Ochrzczeni i posłani". Jak Ojciec je rozumie?

Na mocy chrztu świętego wszyscy jesteśmy posłani, by głosić Ewangelię. Posłani są nie tylko najbliżsi Apostołowie, ale wszyscy. W pierwszą podróż misyjną Jezus posłał 12 uczniów, później 72. Krąg jego uczniów poszerzył się. Jezus pokazał im, że nie jest tylko Mesjaszem dla Narodu Wybranego, ale jest Zbawicielem wszystkich ludzi. Liczba 72 według Księgi Rodzaju reprezentuje cały świat. Uważano, że tyle jest na świecie narodów. Kościół jest uniwersalny i powszechny.

A jak dziś pomagać misjom?

Nic się nie zmienia. Kościół misyjny ciągle potrzebuje kapłanów, którzy będą budowali wspólnoty Kościele wokół Eucharystii. To jest główne zadanie na misjach. Dlatego powinniśmy się modlić o powołania misyjne i nie ograniczać naszej modlitwy tylko do nadzwyczajnego miesiąca misyjnego. Podczas pielgrzymki do Polski papież Benedykt XVI w warszawskiej archikatedrze mówił do polskich kapłanów, by nie bali się opuścić swojego bezpiecznego i znanego świata i by wyjechali na misje, by służyć tam, gdzie jest brak kapłanów. Ta misja nigdy się nie skończy.

Czym dla Ojca jest bycie misjonarzem, dlaczego nim został?

Mam swoją definicję misjonarza. To człowiek, który chodzi po nie wydeptanych ścieżkach. Nasze werbistowskie konstytucje mówią nam, że jesteśmy posłani tam, gdzie Kościół nas potrzebuje, a potrzebuje nas najbardziej tam, gdzie ludzie nie znają jeszcze Jezusa. Misje nigdy się nie kończą. Jest to również wewnętrzny głos, który mówi mi, że moim powołaniem jest głoszenie Ewangelii i nie mogę tego przestać robić, nawet wtedy, kiedy nie widziałbym owoców. To jest warunek mojego zbawienia i za św. Pawłem ciągle sobie powtarzam: Biada mi, gdybym nie głosił.

Spotykamy się w światowym centrum kultu Bożego Miłosierdzia. Nie mogę więc nie zapytać, czym dla Ojca jest Boże Miłosierdzie?

Papież Franciszek mówi, że Kościół, a więc w sposób szczególny misjonarze, muszą wychodzić do ludzi, by mogli oni doświadczyć miłości, jaką jest Boże Miłosierdzie. Można to zrobić tylko wtedy, kiedy misjonarz sam jej doświadczył i jest dla ludzi świadkiem Bożego Miłosierdzia. Pamiętam moment mojego powołania. Nie było to na klęczniku. Byłem w zatłoczonym pociągu. Bóg dotknął mnie i poczułem jego przenikającą do głębi miłość. Od tego wszystko się zaczęło. Dopiero później odpowiedziałem na Jego misyjne powołanie i poszedłem do seminarium. Taki jest Bóg. Nie przyszedł na ten świat, by go potępić, ale by go zbawić. Sam tego doświadczyłem i tą radością pragnę się dzielić z innymi.