W ostatnią niedzielę Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego (27 października 2019 roku) Mszy św. sprawowanej o godz. 7 w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach przewodniczył ks. bp Andrzej Jeż z Tarnowa. Eucharystię transmitowała TVP 1.

W homilii ks. bp Jeż mówił, że w czasie swoich podróży duszpasterskich do krajów afrykańskich był świadkiem modlitwy Afrykańczyków. Widział, że ich modlitwa w czasie liturgii jest bardzo żywiołowa, bogata w różnorakie gesty, taniec i śpiew. Kaznodzieja nawiązał do Ewangelii w której widzieliśmy dwie postawy: celnika i faryzeusza. Mówiąc o tym ostatnim, zauważał w jego postawie pychę, która – jak powiedział - „najbardziej oddala od Boga i zamyka na łaskę usprawiedliwienia”. - Triumfalizm, zadufanie w sobie, chełpienie się przed Bogiem grozi nam również jako wspólnocie Kościoła – ostrzegał i dodał, że Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny ustanowiony przez papieża Franciszka, ma być dla nas – według pragnienia Papieża – „wstrząsem”, który pobudzi nas do czynienia dobra, do bycia misjonarzami, nie zaś „notariuszami wiary i dozorcami łaski” – jak dosadnie ujął to Ojciec Święty.

Bp Jeż wyjaśnił, że obecnie w krajach misyjnych pracuje ok. 2 tysięce misjonarzy z Polski. Tu przywołał także dane z diecezji tarnowskiej, gdzie w działalność misyjną bezpośrednio zaangażowanych jest 57 kapłanów diecezjalnych oraz ponad 200 misjonarzy i misjonarek pochodzących z diecezji, którzy reprezentują różne zgromadzenia zakonne oraz szereg osób świeckich – misjonarzy i wolontariuszy. To dzięki nim na misjach tworzone są sieci parafii, struktur kurialnych, seminariów duchownych, budowane są szkoły i przedszkola, szpitale, kaplice oraz kościoły. - Ale mamy też świadomość olbrzymich wyzwań i potrzeb – powiedział.

Kaznodzieja podkreślił, że dziś także Europa potrzebuje misjonarzy i nowej ewangelizacji, by na nowo móc zapalić się wiarą, gorliwym jej wyznawaniem i jasnym widzeniem Chrystusa i Jego nauki. - Także nasza Ojczyzna wymaga ustawicznego prowadzenia dzieła ewangelizacji. Nie możemy zadowalać się tym, że sami jakoś dotrwamy w wierze do końca naszego życia – zaznaczył i dodał, że dziś trzeba podjąć trud, by wiara była przekazywana. - Wszelki triumfalizm studzi wyzwania, jakie stoją przed nami, jako katolikami, którzy we współczesnych realiach społecznych i kulturowych chcą z mocą głosić radość Ewangelii. Dlatego z pokorą – na wzór celnika – wołamy do Boga, aby nam samym przymnażał wiary; by pomagał doświadczać jej siły i piękna, a także by dodawał nam odwagi i gorliwości w jej przekazywaniu. Niektórzy ludzie są daleko geograficznie – i tam udają się misjonarze. Natomiast inni ludzie są daleko, bo nie pozostawili miejsca dla Boga; nie przyjęli jeszcze Ewangelii, a inni, chociaż ją otrzymali, żyją tak, jakby Bóg nie istniał. Owe „narody”, do których jesteśmy posłani przez Chrystusa, to w pierwszym rzędzie środowiska naszego codziennego życia – mówił bp Jeż.

Kończąc homilię kaznodzieja powiedział: - Prośmy zatem Trójjedynego Boga, który realizuje swój zbawczy plan we wspólnocie Kościoła, by każdy i każda z nas stając przez Bogiem – zarówno u końca każdego dnia, ale zwłaszcza u końca życia – mógł szczerze i z wewnętrznym przekonaniem powiedzieć za św. Pawłem: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia…”.

mp