Do Polski na XI Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym przybył z Sudanu Południowego bp Stephen Nyodho Ador Majwok z diecezji Malakal. W niedzielę – 10 listopada 2019 roku - sprawował Mszę św. w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Po Eucharystii Małgorzata Pabis, rzecznik prasowy naszego Sanktuarium przeprowadziła z Biskupem krótką rozmowę.

Sudan to kraj prześladowań chrześcijan. Czy urodził się Ksiądz Biskup w rodzinie katolickiej? Jaka była droga do kapłaństwa?

Zostałem katolikiem jako dorosły. Sudan - w systemie kolonialnym był podzielony na dwie części: protestancką i katolicką. Niestety, część z której ja pochodzę, była częścią wyznania protestanckiego. Dopiero kiedy mój ojciec przyjechał do miasta, dowiedzieliśmy się o Kościele katolickim. Wtedy zacząłem uczęszczać do katechumenatu. Przyjąłem chrzest i odkryłem powołanie do zostania księdzem. Poszedłem do seminarium i kiedy przyjąłem święcenia kapłańskie, zostałem wikarym i proboszczem we własnej parafii rodzinnej. Pracowałem tam osiem lat. Po tym czasie zostałem wysłany na studia do Rzymu. W grudniu zeszłego roku ukończyłem studia licencjackie i doktorat. W kwietniu wróciłem do domu, a w maju Ojciec Święty Franciszek mianował mnie biskupem. Moja konsekracja miała miejsce cztery miesiące temu.

Sudan Południowy to najmłodsze państwo na świecie. Jest to Kościół ogromnie prześladowany.

Kościół w Sudanie cierpi od lat. Przez 50 lat walczyliśmy z własnymi braćmi i z muzułmanami.

Osiem lat temu było referendum, w którym zdecydowaliśmy się odłączyć od Sudanu Północnego. U nas większość stanowią chrześcijanie, a na północy Arabowie i muzułmanie. Ciężko było żyć z nimi razem.

Kiedy Sudan Południowy został nowym, niezależnym, państwem skończyły się problemy na tle religijnym.

Niestety, wówczas rozpoczęła się wojna pomiędzy mieszkańcami Sudanu, która wybuchła na tle politycznym. Ludzie zaczęli żyć z karabinami w rękach. Zniszczono niemal wszystko, szkoły, kościoły. Politycy nie potrafią się dogadać i to oni odpowiadają za wojnę. Niestety, jej skutki odczuwają miliony ludzi.

Populacja Sudanu Południowego jest bardzo mała. Liczy około 13 milionów ludzi, ale połowa z nich uchodźcy, którzy opuścili swoją ojczyznę.

Tak wygląda sytuacja i ma ona wpływ na Kościół. Ludzie szukają ratunku w Kościele. Stracili wiarę w polityków.

Ojciec Święty Franciszek wezwał polityków Sudanu i całował ich stopy, prosząc, aby przywrócili pokój w Sudanie. Modlimy się o ten pokój, o to, by ludzie odzyskali godność.

Pokój to dziś najważniejsza rzecz, której potrzebują ludzie w Sudanie Południowym.

Jak wygląda sytuacja dzieci w Sudanie Południowym?

W czasie wojny cierpią wszyscy: dzieci, kobiety i starsi. Sytuacja dzieci jest jednak dramatyczna.

Wiele z nich jest sierotami, wiele umiera z powodu głodu lub braku pieniędzy na leczenie. Rodziców nie stać, żeby, kiedy są chore, zawieźć je do szpitala. Bardzo trudna jest też sytuacja, jeśli chodzi o edukację. Tysiące dzieci nie chodzi do szkoły, bo ich na to nie stać. Tylko Kościół troszczy się o szkolnictwo, natomiast mając mało środków, nie jest w stanie wypełnić tej luki. Czternastoletnie dziewczynki często zostają już matkami. Jedna ze szkół prowadzonych przez Kościół została zniszczona. W tej szkole uczyło się ponad tysiąc dzieci. W wielu miejscach nie ma szpitali, nie ma jedzenia, nie ma niczego, co jest konieczne do życia.

Jakiś czas temu Sudan Południowy nawiedziła susza, teraz jest powódź. Czego najbardziej Wam brakuje, czego potrzebujecie do poprawy sytuacji?

Jak już wcześniej mówiłem, w dużej mierze w Sudanie Południowym życie zostało zniszczone przez wojnę. Miasta, budynki zostały zniszczone. Teraz przyszły klęski żywiołowe. Powódź zniszczyła wszystko, co zostało. Ludzie z wielu miejsc musieli być ewakuowani i potrzebują wszystkiego: namiotów, zdatnej do picia wody, jedzenia, leków. Nie ma miejsc do spania. Brakuje wszystkiego. Pojawiło się wiele chorób – w wodzie są martwe zwierzęta – a ludzie nie mając innej możliwości myją się w niej, a nawet ją piją.

Czy jest jakaś nadzieja dla Sudanu Południowego?

Jedynym źródłem nadziei dla ludzi jest Kościół. To Kościół szuka pieniędzy na żywność, szpitale, na wszystko, co jest potrzebne ludziom do normalnego funkcjonowania. Kościół jest właściwie ostatnią ostoją ludzi chorych, biednych, przerażonych tragiczną sytuacją w której się znaleźli.

Sudan Południowy powinien być bogaty, ponieważ mamy ropę. Niestety, fundusze są rozrywane przez polityków, którzy kupują karabiny, żeby strzelać do ludzi. Nasz kraj trawi korupcja. Politycy za skradzione pieniądze kupują domy w Australii, w Europie, w Ameryce. Rząd ma pieniądze, ale nie przeznacza ich na pomoc humanitarną.

Jako Konferencja Episkopatu Sudanu Południowego staramy się naciskać na rząd. To ja zadzwoniłem do rządu Sudanu Południowego, aby poinformować o katastrofie jaka nas dotknęła. Prezydent podjął inicjatywę i ogłosił stan wyjątkowy. To była również inicjatywa księży biskupów Sudanu Południowego, żeby przywieźć prezydenta kraju do Watykanu.

Kościół to jest ta instytucja, która niesie przesłanie nadziei. Zawsze mówię do moich ludzi: „Jutro będzie lepiej”. Wspólnie modlimy się o to, żeby wojna się skończyła. Widzę dużą nadzieję dla Kościoła – potencjał, który w nim tkwi jest wielki, potrzebuje jedynie warunków do rozwoju.

Jak my Polacy możemy Wam pomóc?

Po pierwsze, módlcie się i uświadamiajcie ludzi, mówcie jaki problem mają ludzie w Południowym Sudanie. Potrzebna jest także pomoc materialna. Nie możemy się tylko modlić kiedy ktoś umiera. Musimy próbować uratować życie tej osoby. Nie można przeżyć nawet kilka dni, śpiąc w wodzie, kiedy w dodatku nie ma jedzenia.

Dziękuję za rozmowę

Jeśli ktoś chciałby pomóc cierpiącym w Sudanie Południowym, podajemy numer konta stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie:

ING Bank Śląski o/Warszawa
31 1050 1025 1000 0022 8674 7759

PKO BP o/ Warszawa
87 1020 1068 0000 1402 0096 8990

Prosimy o wpłaty z dopiskiem "Sudan Południowy"