Homilia ks. Jacka Michny, proboszcza parafii pw. Chrystusa Króla w Sanoku wygłoszona w Kaplicy Klasztornej w niedzielę 14 lutego 2021 roku o godz. 7.

Ty, Panie tyle czasu masz

Mieszkanie w chmurach i błękicie
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka
To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać
(…)

Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.
Lecz póki co w zamęcie trwam
Liczę na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl
Przecież nie jestem tu za karę.
Dziś czuję się, jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.

Nie chcę się skarżyć na swój los
Nie proszę więcej, niż dać możesz
I ciągle mam nadzieję, że...
Że chyba wiesz, co robisz, Boże.

„Zamiast”… (E Gepert)

Słowami pięknej piosenki, a zarazem jakże głębokiej w swej treści rozpoczęliśmy to nasze dzisiejsze spotkanie z Bożym słowem, które niech nas ożywi i natchnie. Pomoże rozpoznać ludzki ból i wzmocni wołanie, by nigdy nie zabrakło światu i Kościołowi ludzi wrażliwych i dobrych.

Dzisiaj tak wielu ludzi na całym świecie dziękuje za miłość, za szansę kochania. Wielu zakochanym mocniej zabiją serca i tak wielu ludzi pocałunkiem, czułym gestem, kwiatem i drobnym upominkiem składać będzie dowody miłości. Wielu dzisiaj będzie dziękować, tęsknić lub marzyć:

O domu

o ciepłych ścianach
z lampą przy książce otwartej
z pocałunkiem na dobranoc
z ufnością w oczach dziecka
z rozmową przy wspólnym stole
ze spacerem po jesiennym lesie
z bukietem polnych kwiatów
ofiarowanych z okazji kochania
z kolędą w czas świąteczny
z krzyżem na ścianie
ze śmiechem wspólnej radości powszedniej
i ciszą współistnienia w smutku.
Marzy mi się dom z Miłością.

(E. Zwierzyńska)

W Walentynki trudno słucha się dzisiejszej Ewangelii. W dzień mocniej bijących serc spotykamy człowieka dotkniętego chorobą najgorszą z możliwych, która spycha na margines życia, czyni nikim. Do wielu współczesnych też przylgnął trąd nieudanego życia, cierpienia czy samotności. Tak wielu zżera trąd grzechu.

Nie zbliżać się!!! Jestem nieczysty!!! Tak wołać miał według przepisów prawa każdy trędowaty, który przypadkiem znalazł się w pobliżu zdrowych. Trędowaci wiedzieli o swoim wyłączeniu ze świata żyjących. Przeznaczeni byli jedynie cierpieniu i śmierci. Niczego więcej nie można było dla nich zrobić. Zostali wydani śmierci i weszli na drogę z której nie ma powrotu.

Do trędowatego nikt nie mógł się zbliżyć, objąć go i przytulić do serca, czule dotknąć jego ręki. Musieli żyć na osobności, między sobą tworzyć swój świat. Skazani na siebie, opuszczeni przez ziemię i niebo.

Bohater dzisiejszej Ewangelii czekał milcząc, bo nadarzyła się okazja spotkania z Jezusem. Uchwycił się nadziei i przyszedł do Niego. Z wiarą też zawołał: „Jeśli chcesz możesz mnie oczyścić”. A Jezus zawsze chce, zwłaszcza tam, gdzie człowiek wiarą otworzy się na spotkanie ze Zbawicielem.

Dzisiejsza liturgia prowadzi nas do podwójnego spotkania. Wpierw do ludzi dotkniętych nieszczęściem. Współczesnym trądem. Trąd niejedno ma imię: to choroba, samotność, depresja, odrzucenie, poczucie pustki, brak miłości, obojętność lecz przede wszystkim grzech. Obszary duchowego trądu nieustannie się poszerzają. Dosięgają osób, rodzin, grup społecznych i zawodowych, a także niestety też wspólnoty Kościoła. Jako ludzie wiary dobrze to widzimy, bolejemy nad tym i próbujemy temu zaradzić.

I dlatego tam gdzie wiele trądu potrzebne jest drugie spotkanie. Z osobami zapatrzonymi w Jezusa, którzy przepełnieni litością i współczuciem, gotowi są pomóc i miłosierdzie okazać. To historia tych, którzy nigdy nie powiedzą dość. Cierpliwie okazują współczucie, opatrują rany i pomagają gdzie tylko można, gdzie się da.

Nigdy nie zapomnę bardzo pouczającej, choć niezmiernie trudnej historii rodziców mojego kolegi. Historii wielkiej ich miłości a równocześnie dramatu, który rozegrał się pewnego dnia. Rodzinne wakacje nad jeziorem. Skok do wody i uszkodzony kręgosłup taty. Człowiek żyjący pełnią życia staje się inwalidą. Przykuty do wózka cierpienia i bezradności to zupełnie inny człowiek. Staje się trędowatym. Nie zbliżajcie się!!! Tak często wykrzykuje a na każdy gest dobroci reaguje złością i przekleństwem. Sprawia wielki ból swoim najbliższym. Cierpienie czasem zamyka i niestety dotkliwie rani tych, którzy są najbliżej, którzy najbardziej kochają. Jestem nieczysty!!! Nic nie warty!!! Nikomu niepotrzebny!!! I w tym całym dramacie ojca rodziny cudowna postawa żony, która pomimo tylu obelg ze strony męża, zawsze śpieszy z pełnym miłości gestem samarytańskiej posługi. I choć mąż na złość, trzy razy w ciągu dnia rozlewał herbatę i wylewał talerz zupy na podłogę, nigdy też nie wypowie słowa dziękuję, to Ona kolejny raz z taką samą miłością i cierpliwością herbatę i zupę podawała.

Jak wspomina syn, tato w nocy często płakał a jego szloch dał się słyszeć przez ścianę pokoju. Były to łzy człowieka zniszczonego, obarczonego trądem niewyobrażalnego cierpienia.

Siostry i Bracia. Trędowatych nigdy światu nie zabraknie. Tego bądźcie pewni. A ich krzyk na zawsze będzie wołaniem o pomoc i współczucie. My zaś módlmy się dzisiaj o tych, którzy współczuciem i troską złagodzą ich ból. Nie szukajmy jednak innych. Sami takimi bądźmy.

Dla tych, którzy jeszcze się wahają poetycki upominek:

Nie daj mi Panie, tak spierniczeć,
tak się postarzeć i tak skostnieć,
bym poza czubkiem swego nosa,
niczego więcej nie chciał dostrzec.
Nie daj mi Panie, tak skapcanieć,
tak zobojętnieć i tak zszarzeć,
bym jak w wyblakłe fotografie,
spoglądał co dzień w ludzkie twarze.
Nie daj mi Panie, tak obrosnąć,
w złociste pióra swej próżności,
bym w zaślepieniu swego serca,
nic nie rozumiał z Twej miłości.
Nie daj mi Panie, tak ogłupieć,
jak tylu mędrców naokoło,
przyjdź i Twym mądrym palcem Panie,
stuknij mnie mocno w głupie czoło.


Źródła:
„Zamiast”, E. Gepert
„Marzy mi się dom”, E. Zwierzyńska
„Nie daj mi Panie”
Zamyślenia, J. Machnacz,
Słowo o słowie, S. Podgórski,