Kleryk Adãoda Costa Chavez CMF

Wychowywałem się w katolickiej rodzinie. Kiedy miałem 12 lat, wstąpiłem do Niższego Seminarium Duchownego. Jednak jako nastolatek, w wieku 15 lat, przeżywałem różne trudności, chciałem poznawać świat, korzystać z życia, bawić się z przyjaciółmi. Dopiero po kilku latach, kiedy miałem 18 lat, znów zacząłem wchodzić na drogę wiary. To doprowadziło mnie do misjonarzy klaretynów. Bóg przemawia do nas w małych rzeczach. Mnie przyciągnął do siebie pragnieniem pomagania innym. Chciałem czegoś więcej. Rodzina i dzieci są ważne, ale czułem, że chcę dać coś więcej, chcę być misjonarzem pośród tych, którzy nie mają prawie nic, misjonarzem w Afryce - w Syrii. Ta obecność pośród nich przynosi mi wewnętrzne szczęście i pokój.
W mojej rodzinie jest wielu księży, jeden z nich jest właśnie klaretynem. Przykład założyciela zgromadzenia zachwycił mnie, a szczególnie jego charyzmaty, głoszenia Eewangelii, przyjmowania z pokorą trudności, obelg, jakich doświadczał. Teraz, jako jego synowie, misjonarze wyruszamy do innych państw, aby rozgrzać serca ludzkie Słowem Boga, ogniem Boga. Dziś młodzi borykają się z wieloma problemami. Wydaje mi się jednak, że wszystko zaczyna się w rodzinie. To tutaj młody człowiek formuje swoje postawy i zachowania, uczymy się też w naszych środowiskach w szkole w pracy. Kiedy brakuje wsparcia od rodziny, wsparcia od przyjaciół młody człowiek wchodzi na złą drogę. Kolejną pułapką są media społecznościowe. Mają one ogromną siłę i wpływ na młodych.
Tu rozpocząłem studia teologiczne i swoją misję. Miłosierdzie można okazywać na wiele sposobów, czasami to konkretna pomoc, a czasami chociażby uśmiech, jakim obdarzymy drugą osobę. Często jest tak, że widząc ubogiego, którzy żebrze na ulicy nie możemy mu ofiarować nic materialnego. Wówczas wystarczy tylko obdarzyć go uśmiechem. To dla mnie istotny i wymowny gest miłosierdzia, jaki możemy uczynić. Jesteśmy w miejscu, które szczególnie jest związane z Bożym Miłosierdziem. Cieszę się, że przyjechałem na to spotkanie do Krakowa, do Polski. Kilka dni przed rozpoczęciem Światowych Dni Młodzieży przygotowywaliśmy się, modląc się i uczestnicząc w katechezach w Łodzi i w Warszawie. Bardzo miło wspominam te spotkania, rodziny, które nas gościły. Polacy to naród, który przeżył wiele w swojej historii, wiele opresji, prześladowań. Rodzina, która mnie gościła straciła swojego krewnego, kapłana, w obozie w Auschwitz; on zginął jak męczennik. Bardzo się cieszę, że mogłem zostać przez nich przyjęty, doświadczyć tej gościnności i usłyszeć historię, które są częścią waszego narodu, narodu, który wiele przeżył.
Wierzę, że młodzież, która w tych dniach przebywała w Polsce będzie modlić się za Wasz naród, naród, który doświadczył wielkiego cierpienia w czasie wojny, nadal cierpi zmagając się ze zranieniami, jakie ona pozostawiła. Czasem widać może trochę smutku, pomimo, że jesteście otwarci i serdeczni. Chciałbym, abyśmy wszyscy młodzi spoza Polski mogli zrozumieć cierpienie ,jakie przeżywali tu ludzie w trudnych czasach, naród, który jest wspaniałym przykładem dla nas.

ag, mp