Módlmy się o dobrych ojców

W Dniu Ojca (23 czerwca 2020 roku) Mszę świętą w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia sprawował ks. Andrzej Król SDB, delegat do spraw Duszpasterstwa Młodzieżowego. - Prośmy za naszych ojców, aby w naszym społeczeństwie, w Polsce było jak najwięcej ojców, którzy będą przekazywać wiarę, którzy będą najmłodszych prowadzić do Pana Boga – mówił.

W homilii salezjanin wskazywał na fragmenty Biblii, które mówią o Bogu jako Ojcu. - Ojcostwo Boże widzimy już w samym akcie stworzenia świata. A nade wszystko w akcie stworzenia człowieka. Bóg jest tym, który daje życie, który darem życia dzieli się z innymi. Stwarzając nas mężczyzną i kobietą, powołuje nas do tego byśmy byli płodni, rozmnażali się i zaludnili ziemię i czynili ją sobie poddaną (Rdz 1, 28). Biblijny ojciec to głowa rodu i pan zarządzający powierzonymi i poddanymi mu osobami i majętnościami. Ojciec to głowa żony i ten, od którego zależało wychowanie dzieci (Syr 30, 1-13), zezwalanie na zawieranie związków małżeńskich (Rdz 28,1n), to on decydował o wolności córek (Wj 21,7) – powiedział i dodał, że jest to rola z wielu względów najważniejsza, gdyż to pod kuratelą ojca, rodzina ma się czuć bezpieczna i prowadzona niczym stado przez pasterza. - On swymi ramionami powinien ochraniać tych, za których bierze odpowiedzialność przed Bogiem. W Księdze Rodzaju czytamy, że Bóg umieścił mężczyznę w ogrodzie Eden, aby go uprawiał i strzegł. To zadanie jest nakreślone bardzo wyraźnie, tymczasem widzimy dziś ucieczkę mężczyzn, jako mężów i ojców, od tego zadania. To jawna dezercja. Brak obecności ojca, jako źródła oparcia i bezpieczeństwa zawsze niekorzystnie wpływa na rozwój i psychikę dziecka. Nie służy to jego rozwojowi emocjonalnemu i relacyjnemu. Stąd dziś wielu zbuntowanych, rozdrażnionych i zagubionych młodych. Ojciec jest tym, który swoją postawą ma okazywać Boga oraz być jego obrazem, odwzorowaniem. Widzimy to doskonale w przypowieści o miłosiernym Ojcu i synu marnotrawnym – zauważył salezjanin.

Jak mówił kaznodzieja, żyjemy dziś w świecie krzyczącej wręcz potrzeby ojcostwa, potrzeby bezpieczeństwa, potrzeby przynależności. - My jako salezjanie czasami musimy dyskretnie bywać ojcami. Bo taki jest świat ludzi młodych, którzy nie zawsze chcą oficjalnie przyznawać się do Pana Boga. Pamiętam jeszcze jedną scenę z domu dla chłopaków – zawsze o godzinie 20 mieliśmy modlitwy. Później słówko na dobranoc – ot taka krótka trwająca nie dłużej niż 3 minuty dobra myśl, na dobry sen. I później z drugiego piętra schodziliśmy po schodach na parter do świetlicy. I pamiętam jak najmłodszy z naszych wychowanków odruchowo – po tych modlitwach i słówku łapał mnie za rękę i tak schodziliśmy – do czasu, kiedy albo on miał moment „takiego dorosłego opamiętania”, zabarwionego „obciachem”, przed tym co powiedzą inni. Ta potrzeba ojcostwa, ten dziecięcy odruch, był mocniejszy od tego co mówili starsi koledzy – wspominał.

Kończąc homilię ks. Król zaapelował: - Módlmy się dziś o dobrych ojców. Bo to od ich świadectwa, zależy w znacznej mierze relacja dziecka do Boga jako Ojca; do świata i do drugiego człowieka. Wyrażając wdzięczność wszystkim ojcom, którzy gorliwie realizują trud wychowania swych dzieci objawiając im tym samym Ojcostwo Boga. Złapmy się dziś dyskretnie Pana Boga za rękę i chciejmy iść tam dokąd zmierza świat, dokąd zmierza każdy z nas. Chciejmy iść do Domu Ojca.

Małgorzata Pabis