Prosimy Boga, aby ukoił nasz ból po stracie kogoś kogo tak bardzo kochaliśmy. Ta strata to wielkie cierpienie. Nasz Zbawiciel Jezus Chrystus jest nam bliski szczególnie przez to, że sam doświadczył cierpienia. Wpatrujmy się w Niego, aby od Niego uczyć się jak przyjmować cierpienie. Takim szczególnym momentem w życiu Pana Jezusa była modlitwa w Ogrodzie Oliwnym. Modlitwa w tym szczególnym miejscu poprzedzała jego pojmanie i mękę. Pan Jezus świadomy czekających go strasznych chwil cierpienia przychodzi do Ogrodu Oliwnego, aby się modlić. Jezus ogarnięty lękiem i bólem przychodzi tam, gdyż wie, że tylko modlitwa może Go umocnić. Długo trwał na modlitwie. Wołał do Boga w sposób tak przejmujący: Abba, czyli znaczyło to w języku aramejskim, którym się posługiwał -  tatusiu. Wołał więc, Tatusiu, jeśli chcesz zabierz ode mnie kielich męki, lecz niech stanie się nie moja wola, ale Twoja. Życie każdego człowieka ma chwile pełne radości, gdy z serca wyrywa się uskrzydlające wołanie: jak bardzo jestem szczęśliwy, jak bardzo chce mi się żyć. Równocześnie nasze życie przenikają także chwile cierpienia, kiedy dusza nasza przeżywa tak wielki smutek, że wyrywa się z niej tylko jęk bólu. Do każdego człowieka cierpiącego On nasz Zbawiciel mówi: Jeśli pragniesz ukojenia przyjdź do kochającego Ojca. Ktoś może powiedzieć, że modlitwa jest wtedy tak trudna, iż myśli nasze krążą tylko wokół cierpienia. I Jezus mówi: przyjdź właśnie z tym cierpieniem, nie tłum go w sobie, ale wykrzycz go na modlitwie. On mówi do nas: Przyjdźcie do mnie wszyscy którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię. A więc przyjdźcie, to takie ważne. Często myślimy, że na modlitwie mamy tłumić emocje, a Jezus mówi: Przyjdź do mnie z tym co nosisz w sercu i powiedz o tym. Psalmy są przykładem tego jak wołać do Boga, nie tłumiąc w sobie tego co jest w naszym sercu. Słyszymy w psalmach słowa pełne skargi Boże mój Boże czemuś mnie opuścił (....)  Niech dojdzie do Ciebie moja modlitwa, nakłoń swego ucha na moje wołanie! Bo dusza moja jest nasycona nieszczęściami, a życie moje zbliża się do Szeolu. Zaliczają mnie do tych, co schodzą do grobu, stałem się podobny do męża bezsilnego.  Moje posłanie jest między zmarłymi, tak jak zabitych, którzy leżą w grobie, o których już nie pamiętasz, którzy wypadli z Twojej ręki. Jezus chce byśmy mu o swoim bólu mówili, byśmy na modlitwie nie wstydzili się łez. Bywa, że cierpienie tak przygniecie, że trudno znaleźć siły by wypowiedzieć słowo na modlitwie. Kiedyś w pewnym kościele ksiądz obserwował starszego człowieka, który kilka razy w tygodniu przychodził do kościoła, klękał pod tabernakulum i dłuższą chwile trwał. Nic nie mówił, nie poruszał wargami tylko klęczał. Ksiądz kiedyś podszedł do niego i poprosił o chwile rozmowy. W czasie rozmowy zapytał, jakie modlitwy, jakie słowa wypowiada, gdy tak długo klęczy pod tabernakulum. Mężczyzna odpowiedział wówczas, iż on nic nie mówi, on po prostu patrzy na tabernakulum, czasem roniąc łzę, a w tym czasie Pan Jezus patrzy na niego i przenika jego serce i wie z czym do niego przychodzi. Z dalszej rozmowy ksiądz dowiedział się, że człowiek ten przeżył stratę żony. To najprostsza modlitwa: uklęknąć przed tabernakulum, czy przed krzyżem i patrzeć na Jezusa. Ważne byśmy do Niego przyszli.

Znamy wiele pieśni religijnych. Autorem licznych jest ksiądz Karol Antoniewicz. Przed życiem w kapłaństwie, żył w małżeństwie. W1832 r. ożenił się ze swoją bliską kuzynką - Zofią Nikorowiczówną. Szczęścia jednakże nie znalazł, gdyż bliskie pokrewieństwo małżonków odbiło się na ich potomstwie: pięcioro dzieci Zosi i Karola umarło w niemowlęctwie. Przez siedem lat przeżyli śmierć pięcioro dzieci. Te lata żałoby po dzieciach były okresem niełatwego dojrzewania  duchowego ich ojca i matki. Pusty po śmierci dzieci dwór w Skwarzawie zamienili, gdzie Zosia uczyła dziewczęta, a Karol chłopców ze wsi. Inną część swego domostwa przeznaczyli na szpitalik, w którym sami pielęgnowali chorych. Czasami, by nieco rozweselić pacjentów, Karol siadał do fortepianu i przez długie godziny grał i śpiewał religijne bądź ludowe pieśni. Wkrótce jednak okazało się, że ze względu na pogarszający się stan zdrowia Zosi (wywiązała się u niej gruźlica) konieczny jest wyjazd do Lwowa Zosia umarła 27 lipca 1839 r. Życie jej było ciche, łagodne, ukryte.Tak wtedy wołał: Od kolebki do grobu krótką, ale bolesną przebiegła drogę; miłość Boża nigdy od niej nie odstąpiła... Jako kwiateczek polny u stóp krzyża zakwitła, zwiędła, opadła - napisał opuszczony małżonek. I kiedy strata dzieci i ukochanej zony tak bardzo złamała jego życie napisał chyba najpiękniejszą ze swoich pieśni:W krzyżu osłoda, w krzyżu ochłoda dla duszy smutkiem zmroczonej.Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie w boleści sercu zadanej. Kiedy cierpienie, kiedy zwątpienie Serce ci na wskroś przepali,Gdy grom się zbliża, pośpiesz do krzyża. On ciebie wesprze, ocali. I my przychodzimy do Jezusa.On patrzy na nas z miłością , jemu nie jest obce nasze cierpienie i wołamy za psalmistą: Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo, i czemu jęczysz we mnie?Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będę wysławiać:Zbawienie mego oblicza i mojego Boga.